27 do 30 sierpnia 2026 · LO35 i LO36
Piątek za mostem z autem, sobota po mieście pieszo, reszta na krawędziach. Bez gwiazdek Michelin i bez kolejki do Alcatraz.
Prognoza z 26 sierpnia: czwartek najcieplejszy, około 22 stopni, potem trzy dni po 18 i noce koło 14. Deszczu nie ma, opady poniżej dziesięciu procent przez cały pobyt. Ten spadek temperatury w piątek to dobra wiadomość, bo oznacza mocniejszy napływ znad oceanu, czyli dokładnie tę mgłę, po którą jedziesz rano na Tamalpais.
Czwartek · 27.08
Lądujesz 14:15, w hotelu jesteś około 16:15. Twój zegar biologiczny pokazuje wtedy pierwszą w nocy, a przed tobą pół dnia. Nie kładź się, wyjdź w światło. Kolacja o 19:00, drink o 20:30, sen koło 22:00. Pobudka o czwartej rano i to jest normalne.
Nonstop z Warszawy, klasa C. Lecisz z kabinówką, więc po odprawie granicznej idziesz prosto na pociąg BART, bez czekania na taśmę.
Stacja BART jest w International Terminal, piętro nad przylotami po stronie Garage G, więc AirTrain odpada. Podepnij swojego Revoluta jako Express Transit w Apple Wallet i jedź nim przez cały pobyt. Przy Express Mode nie musisz nawet odblokowywać telefonu. Pamiętaj, żeby zawsze było na nim powyżej 30 dolarów. Kierunek Antioch, wysiadasz na Powell St, około 11 dolarów.
Wyjście na Hallidie Plaza, róg 5th i Market. Wychodzisz na pętlę cable car, przecinasz Powell Street i idziesz jedną przecznicę w górę na Ellis. Cztery minuty z walizką.
Hotel Fusion, a C-Two Hotel, 140 Ellis Street, Union Square. Trzy noce: czwartek, piątek, sobota. Mały butikowy hotel dwie przecznice od stacji Powell i od pętli cable car, więc cała logistyka pobytu skraca się do spaceru.
Sprawdź, czy stawka zawiera destination fee, bo w SF to zwykle 30 do 40 dolarów za noc doliczane osobno. Do tego 16,5 procent podatku od pobytu. Parkingu nie potrzebujesz, auto masz na jedną dobę i zdajesz je wieczorem.
Tenderloin to dzielnica na zachód od Union Square: bezdomność, tanie zakwaterowanie socjalne i handel narkotykami na chodniku. Nie napadną cię, ale zobaczysz rzeczy, których wolałbyś nie widzieć.
Granica idzie po Mason Street, przecznicę na zachód od hotelu. Chodź na wschód do Powell albo pod górę na północ.
Główna ulica najstarszego Chinatown w Ameryce Północnej, założonego w latach 40. XIX wieku. Od hotelu idziesz na północny wschód, dziesięć minut, mijasz bramę Dragon Gate i wchodzisz w kilometr neonów, sklepów z ziołami i piekarni. Ulica żyje do późna.
Mały, kilkupoziomowy taras wciśnięty w stromy stok Russian Hill przy Taylor Street, nazwany po pierwszej poetce laureatce Kalifornii. Turystów praktycznie zero, bo nie ma tego w przewodnikach. Patrzysz w dół ulicą prosto na zatokę, Coit Tower i Transamerica Pyramid.
Podejście jest naprawdę strome, jakieś 130 schodów. To jedyna forma wysiłku tego wieczoru, a światło o tej porze jest najlepsze.
Włosko-amerykańska instytucja z 1937 roku, dziś przy Washington Square w North Beach. Siadasz przy długim barze naprzeciwko otwartego grilla, kelnerzy chodzą w smokingach, a nikt nie robi z tego przedstawienia. Burger idzie z rusztu opalanego węglem drzewnym, do tego martini albo Manhattan mieszany przy tobie. Rachunek w okolicach 40 dolarów.
Bar obsługuje pełne menu bez rezerwacji, a przy stolikach potrafi być godzina czekania. Jak wolisz coś lokalnego zamiast burgera, weź Joe's Special, czyli jajka ze szpinakiem i mieloną wołowiną, wymyślone w tym mieście w latach dwudziestych.
Pięć minut pieszo w dół Columbus Avenue od Original Joe’s. Jeden z ostatnich autentycznych salonów sprzed prohibicji w tym mieście, z mahoniowym barem, mosiężną poręczą i rynną pod nogami, która pierwotnie służyła do tego, do czego myślisz.
Zamawiasz Pisco Punch, drink wymyślony w San Francisco w latach siedemdziesiątych XIX wieku w Bank Exchange Saloon, którego oryginalną recepturę barman zabrał ze sobą do grobu. Drugi lokalny klasyk to Martinez, protoplasta martini. W czwartek otwarte od 16:00 do północy, w niedziele i poniedziałki zamknięte.
Pisco przypływało tu prosto z Peru statkami handlowymi, więc było w San Francisco tańsze i powszechniejsze niż na wschodnim wybrzeżu, a Duncan Nicol mieszał drink za zasłoną, żeby nikt nie podpatrzył proporcji. Rekonstrukcje stoją na czterech rzeczach: pisco, syrop gumowy nasączony ananasem, sok z cytryny i odrobina wody, przy czym to ten ananasowy syrop daje jedwabistą konsystencję i maskuje moc.
Piątek · 28.08 · z autem
Marin to hrabstwo po drugiej stronie mostu Golden Gate, na północ od miasta. Pętla oznacza przejazd przez most, wjazd na klify Marin Headlands, potem serpentynami na szczyt Mount Tamalpais i zjazd do oceanu drogą numer 1. Razem jakieś 115 kilometrów i trzy godziny za kierownicą, przy czym połowa tego to serpentyny, na których i tak nie rozpędzisz się powyżej czterdziestki.
154 Ellis, dosłownie po drugiej stronie ulicy od hotelu. Otwarte od 5:00 codziennie, bajgle w stylu nowojorskim, kanapki, kawa. Ocena 4,7. Jeden z komentarzy wprost mówi, że to opcja dla ludzi przylatujących z Europy, którzy budzą się o świcie. Miejsc do siedzenia mało, to jest raczej na wynos, ale o 7:00 jesteś tam i z powrotem w kwadrans.
Mgła leży warstwą na wysokości około 300 metrów, jak koc. Battery Spencer i Hawk Hill leżą tuż za mostem i mają 200 do 280 metrów, więc siedzą w tym kocu albo pod nim. Hawk Hill mimo nazwy nie jest górą, tylko wzgórzem przy moście. Mount Tamalpais to zupełnie inne miejsce, 40 minut dalej, 784 metry, pół kilometra nad kocem. Stinson i Muir Beach Overlook leżą nad samym oceanem, czyli pod kocem, ale tam patrzysz w bok na ocean, więc mgła niczego nie psuje.
Zagrożone są zatem tylko Battery Spencer i Hawk Hill, a Mount Tamalpais nie. Otwierasz kamerę Golden Gate i patrzysz na jedno.
Most widać wyraźnie. Jedziesz jak w planie: Battery Spencer 8:40, Hawk Hill 9:30, Mount Tamalpais o 11:00, potem w dół na Stinson i Muir Beach Overlook.
Most tonie w szarości. Pomijasz Battery Spencer i Hawk Hill, jedziesz prosto na Mount Tamalpais i jesteś tam o 9:15. Cała reszta przesuwa się o półtorej godziny do przodu. Battery Spencer i Hawk Hill robisz w drodze powrotnej koło 15:30, kiedy mgła cofnie się do brzegu. Nie tracisz nic, bo one leżą pięć minut za mostem, czyli na początku i na końcu pętli jednocześnie.
Przy mokrej nocy ten drugi wariant ma bonus: Conzelman Road to wąska jednokierunkowa serpentyna bez barierek, a po południu asfalt będzie już suchy.
Lada Alamo otwiera 7:30, twoja rezerwacja jest na ósmą. Z Ellis to dwie przecznice na północ, trzy minuty pieszo. Zablokują kaucję na karcie, zwykle dwieście do trzystu dolarów. Ubezpieczenie masz w cenie, więc nie daj sobie dosprzedać drugiego.
Midsize SUV, Nissan Rogue lub podobny, 73,49 USD za dobę z nielimitowanym przebiegiem. CDW i SLP w cenie, płatność przy odbiorze.
Ruiny betonowej baterii artyleryjskiej z 1897 roku, na klifie tuż za północnym końcem mostu. Stoisz mniej więcej na wysokości szczytu pylonu, z mostem na wprost i miastem za nim. To ten kadr, który znasz ze zdjęć, tylko na żywo. Parking mały, wiatr zawsze.
Wąska, jednokierunkowa droga wijąca się po grzbiecie klifów Marin Headlands, obok bunkrów i stanowisk ogniowych z czasów wojny i zimnej wojny. Hawk Hill to najwyższy punkt, gdzie od września wolontariusze liczą przelatujące ptaki drapieżne. Asfalt jest, barierek raczej nie, jedzie się wolno i przyjemnie.
Szczyt 784 metrów nad poziomem morza, dominujący nad całym hrabstwem. Dojazd Panoramic Highway i Ridgecrest Boulevard, jakieś czterdzieści minut samych serpentyn. Z parkingu krótkie podejście do dawnej wieży strażniczej. Przy dobrej mgle widzisz pod sobą białą pierzynę, z której sterczą tylko pylony mostu i szczyty wzgórz.
Parking płatny, około 9 dolarów, karta przez kod QR albo gotówka. Zasięg komórkowy tu znika, więc ściągnij mapy offline przed wyjazdem z miasta.
Nadmorska wioska u zachodnich stóp góry, kilkuset mieszkańców, długa plaża i jedna główna ulica. Obiad w Parkside Cafe, które od lat 40. serwuje ryby i piecze własny chleb, ceny normalne. Sam zjazd z Tam do Stinson to zresztą ładna droga przez las eukaliptusowy.
Betonowy punkt obserwacyjny z 1942 roku na samej krawędzi klifu, część nadbrzeżnego systemu wykrywania okrętów. Schodzi się wąskim grzbietem po schodkach, aż zostaje ci pod nogami sto metrów pionowo w ocean. Bardzo mało ludzi, bo parking mieści kilkanaście aut.
Wyjeżdżaj stąd najpóźniej o 15:45, żeby mieć luz na zwrot auta.
Miasteczko na wodzie po stronie Marin, tuż przy moście. Nie planuj tu spaceru, tylko przejedź Bridgeway z jednym postojem przy przystani Waldo Point, gdzie od lat 60. mieszka się na barkach i pontonach zbudowanych częściowo z resztek stoczni wojennej. Kwadrans wystarczy.
Zatankuj tutaj albo w Mill Valley. W centrum San Francisco stacji prawie nie ma i będziesz krążył.
Inny adres niż odbiór, ale za to ta sama ulica co hotel, jedną przecznicę na wschód. Wjazd do garażu bywa oznaczony fatalnie, a bariery potrafią blokować podjazd, więc daj sobie trzydzieści minut zapasu przed zamknięciem o 18:00. Zrób zdjęcia auta przy zdawaniu, bo to najtańsza polisa, jaka istnieje.
Najstarsza restauracja w Kalifornii, otwarta w 1849 przez chorwackich imigrantów podczas gorączki złota. Mahoniowe boksy, kelnerzy w białych marynarkach z wieloletnim stażem, zero pretensjonalności. Zamawiasz cioppino, gulasz rybny wymyślony w tym mieście przez genueńskich rybaków. Kwadrans pieszo od hotelu, w stronę dzielnicy finansowej.
Bez rezerwacji siadasz przy długiej ladzie, obsługują tam pełne menu i idzie szybciej niż przy stoliku. W niedzielę zamknięte.
Sobota · 29.08 · pieszo
Dzień bez samochodu, przejazdy uberem po 10 do 20 dolarów. Zaczynasz od jedzenia, bo w sobotę Swan Oyster Depot jest otwarty, a przy Ferry Building stoi targ, i jedno i drugie odpada w niedzielę. Potem zachodni kraniec miasta nad oceanem i powrót pod górę w gęstą część. Po Chinatown masz luźne późne popołudnie, hotel jest dziesięć minut stamtąd, więc możesz spokojnie usiąść przed kolacją.
Lada rybna z 1912 roku przy Polk Street. Osiemnaście stołków przy marmurowym blacie, żadnych stolików, żadnej kuchni. Ostrygi, krab dungeness, chowder, wszystko rozbierane przy tobie. Prowadzone przez tę samą rodzinę od pokoleń, wystrój nie zmienił się od dekad.
Otwierają o 8:00 i zamykają o 14:30. Przyjdź na otwarcie, bo w południe kolejka potrafi mieć godzinę. Wcześnie zjesz w dwadzieścia minut i wychodzisz o 8:30, uberem na targ dziesięć minut.
Terminal promowy z 1898 roku na końcu Market Street, z wieżą zegarową wzorowaną na Giraldzie w Sewilli. Przetrwał trzęsienia ziemi w 1906 i 1989, potem stał zaniedbany za estakadą, a po jej wyburzeniu zamieniono go w halę z lokalnym jedzeniem. Ostrygi z zatoki Tomales w Hog Island, most Bay Bridge w tle.
Targ rolniczy Ferry Plaza rozstawia się na zewnątrz, wzdłuż budynku i na placu od strony wody, więc to jedno i to samo miejsce. W sobotę działa od 8:00 do 14:00 i jest większy niż wtorkowy i czwartkowy. W niedzielę nie ma go wcale, dlatego wchodzi tu dzisiaj, a nie jutro. Sama hala czynna codziennie od 6:00 do 22:00, ale poszczególne lokale mają własne godziny.
Od hotelu 1,7 km, dwadzieścia minut. Schodzisz Powell do Market i dalej prosto w dół aż do wieży zegarowej. Alternatywnie BART z Powell dwa przystanki do Embarcadero albo zabytkowy tramwaj linii F, który staje przed samym budynkiem.
Na zachodnim krańcu miasta, gdzie ląd kończy się klifem. Betonowe niecki to resztki gigantycznego kompleksu basenów z 1896 roku, największego krytego obiektu tego typu na świecie, który spłonął w 1966 i został tak. Teraz zalewa je ocean. Nad ruinami biegnie szlak wzdłuż klifu z widokiem na most przez cyprysy.
Zawsze wieje, nawet w słońcu. Cała pętla to jakieś półtorej godziny spokojnym tempem, wstęp darmowy.
Ceglana forteca z 1861 roku, wciśnięta dosłownie pod południowym przyczółkiem mostu Golden Gate. Kiedy projektowano most w latach 30., specjalnie przerobiono konstrukcję i dobudowano stalowy łuk, żeby fortu nie burzyć. Wchodzisz na dach i masz nad głową przęsło, a obok fale walące w falochron. Wstęp darmowy.
W sobotę otwarte, ostatnie wejście 17:00. Z Lands End jedziesz wzdłuż wybrzeża jakieś piętnaście minut.
Bar przy Hyde i Beach, dokładnie przy pętli cable car Powell-Hyde, kwadrans od Fort Point wzdłuż nabrzeża. Robią jedną rzecz i robią ją na taśmie, po kilkanaście szklanek naraz, ustawionych w rzędzie na barze. Turystycznie i głośno, ale samo patrzenie na tę produkcję jest warte wejścia.
W 1952 właściciel Jack Koeppler i dziennikarz podróżniczy Stanton Delaplane próbowali odtworzyć kawę, którą ten drugi pił na lotnisku Shannon w Irlandii, a problemem była śmietana, która tonęła, aż dobrali odpowiednio leżakowaną i ubitą do właściwej gęstości. Skład jest prosty: irlandzka whiskey, gorąca kawa, dwie kostki cukru i warstwa lekko ubitej śmietany, przez którą się pije.
Nie muzeum w klasycznym sensie, tylko czynna maszynownia całego systemu tramwaju linowego, przy Mason Street. Cztery ogromne koła nawijają stalowe liny biegnące pod ulicami miasta, a wagony po prostu chwytają je szczękami. Działa nieprzerwanie od 1873 roku. Wstęp darmowy, kwadrans pod górę Mason Street prosto od hotelu.
Wąska uliczka schowana za Grant Avenue, dwie przecznice długości, znana jako Street of Painted Balconies. Na najwyższych piętrach kamienic siedzą świątynie, w tym Tin How z 1852 roku, najstarsza chińska świątynia w kraju. Wchodzi się po ciasnych schodach, o czym nikt nie informuje.
Dzielnica Mission, przy 24th Street. Wersja burrito bez ryżu, w grubej tortilli przypiekanej z obu stron. Poproś super i crispy. Cała okolica to latynoska część miasta z muralami w bocznych zaułkach, warto przejść się Balmy Alley. Rachunek w okolicach piętnastu dolarów.
Dojazd BART z Powell Street, dwa przystanki do 24th St Mission, dziesięć minut. W sobotę otwarte. Wieczorem wracaj uberem, nie pieszo.
Niedziela · 30.08
Wymeldowanie, bagaż do przechowalni, i masz realnie do 12:45. Potem BART z Powell w kierunku SFO, wylot LO36 o 16:10 z International Terminal.
Dwadzieścia minut pieszo w dół Market Street, tą samą drogą co w sobotę. Kawa w Blue Bottle, ich pierwszy lokal w historii, otwarte od 6:30. Chleb i wypieki z Acme od 8:00. Jedno i drugie to niska półka cenowa, więc śniadanie zamyka się w kilkunastu dolarach.
Targu w niedzielę nie ma, farmerskie stoiska stoją na zewnątrz tylko we wtorki, czwartki i soboty. W środku hali siedzi jednak około pięćdziesięciu stałych najemców i ci mają otwarte codziennie od 6:00 do 22:00.
Jeśli chcesz mocniejsze zakończenie, Hog Island otwiera o 11:00 i wtedy bierzesz tuzin ostryg z zatoki Tomales nad wodą, z Bay Bridge w tle. To już wyższa półka, jakieś cztery dolary za sztukę. Wychodzisz o 11:45, w hotelu jesteś 12:05, zostaje ci czterdzieści minut zapasu.
Kolekcja około trzystu przedwojennych automatów rozrywkowych, na Fisherman's Wharf w hali przy pirsie 45. Wszystkie działają: wrzucasz ćwierćdolarówkę i mechaniczny orkiestron albo wróżka z lat 20. robi swoje. Wstęp darmowy, płacisz tylko za to, co uruchomisz. Otwierają o 10:00, więc też się mieści.
Lotnisko ma akredytowane muzeum z ekspozycjami rozsianymi po terminalach, w tym stałą galerią lotniczą. Część znajduje się przed kontrolą w International Terminal, więc obejrzysz to zanim wejdziesz na odprawę. Darmowe.
To jest twój salonik. LOT odprawia się w Terminalu A, poziom 3, i tam też lądujesz po kontroli. Przechodzisz Security Checkpoint A, skręcasz w lewo i idziesz do bramki A1, salonik jest na poziomie 4. Czynny codziennie od 6:00 do 23:55.
Obsługuje Air India i LOT, oba Star Alliance, więc ze statusem Gold wchodzisz bez kombinowania.
Nie idź szukać United Club ani Polaris Lounge. Oba siedzą w strefie G, a A i G mają osobne kontrole i nie ma między nimi przejścia po stronie powietrznej. Dedykowanego salonu Star Alliance na SFO nie ma od 2017 roku.
Nonstop do Warszawy, klasa C. Na lotnisku bądź 13:30, czyli wyjście z hotelu 12:45.
Z Powell wsiadasz w pociąg, który ma na tablicy SFO, bo nie każdy do Millbrae wjeżdża na lotnisko.
Zanim wyjedziesz
Rzeczy, które trudno wygooglać przed wyjazdem, a które oszczędzają czas i nerwy na miejscu.